Perły i Łotry – „Distant Shores”

Perły i Łotry "Distant Shores"

Perły i Łotry „Distant Shores”

Perły i Łotry to jeden z najbardziej uznanych zespołów na scenie pieśni morskich. Burzliwa historia, z którą wiążą się liczne zmiany składu, nazwy i po trosze również stylistyki, odzwierciedla bardzo dobrze to, co działo się na przestrzeni lat w polskim nurcie folku morskiego. Muzycy przeszli przez wszystkie etapy: od lokalnie działającej grupy, zapatrzonej w wokalne możliwości takich grup jak Ryczące Dwudziestki, przez spory rozwój repertuarowy, stylistyczny i instrumentalny, po status gwiazdy na licznych festiwalach w kraju i za granicą. Dziś to oni są rozpoznawalną marką i każdy, kto choć trochę orientuje się w polskiej scenie morskiego folku, niewątpliwie jest w stanie rozpoznać niektóre z ich piosenek.

Ostatnie nagrania tej grupy, sygnowane jeszcze przejściową nazwą Prawdziwe Perły, ukazały się w 2010 roku. Po tak długim czasie pojawia się płyta, która próbuje zrealizować marzenia o kolejnych utworach, utrzymanych w znanej do tej pory (i tak już różnorodnej stylistyce). Na dodatek zespół po raz kolejny poszerza krąg swoich muzycznych zainteresowań. Czy zatem tak eklektyczny stylistycznie materiał ma szansę się obronić? Tak, ponieważ bez względu na formę aranżacji, jaką przyjęto przy poszczególnych piosenkach, spinają je charakterystyczne głosy śpiewających w zespole muzyków.

Opowieść o piosenkach z tej płyty wypada zacząć od utworu „My Mother Told Me”, który zainspirowany jest starą skandynawską pieśnią, która z anglojęzycznym tekstem pojawiła się przy okazji emisji serialu „Wikingowie”. Perły i Łotry już kilka lat temu zaaranżowały ten utwór i włączyły go do repertuaru koncertowego. Jednak na fali popularności serialu ich wykonanie znalazł i opatrzył zupełnie nową aranżacją, francuski DJ, L.B. One, jeden z najpopularniejszych twórców muzyki techno, specjalizujący się w jej tanecznej odmianie znanej jako deep house. W jego wersji utwór Pereł w serwisach streamingowych zdobył kilkanaście milionów odsłuchań. To właśnie tej piosence płyta zawdzięcza też swój tytuł. Znajdziemy ją tu w dwóch odsłonach – klasycznej, z pięknie zaaranżowanymi głosami i w kolejnym remiksie techno, stworzonym przez berliński duet 2ContexX, dołączonym jako bonus. Dla tradycjonalistów ta druga wersja może być trudna do strawienia, ale i tak warto posłuchać, choćby po to, by zobaczyć, jak rożne mogą być spojrzenia aranżerów na ten sam materiał.

Tematyka skandynawska wraca w jeszcze kilku utworach. Krótki „Each Must Die Someday” to również anglojęzyczna wersja jednej z nordyckich pieśni z XIII wieku. Całą płytę otwiera za to „Ronja’s Lullaby”, pieśń z tekstem Astrid Lindgren, przełożona ze szwedzkiego na angielski przez Pawła Jędrzejkę zespołu Banana Boat, na co dzień profesora literatury amerykańskiej, uznanego translatologa. Powstał w ten sposób utwór niezwykły, który ma szansę przybliżyć piękny tekst z powieści „Ronja, córka zbójnika”, miłośnikom pieśni morza na całym świecie. Jest też coś skandynawskiego dla polskich słuchaczy. Świetny polski tekst do norweskiej pieśni „Villeman Og Magnhild” napisał Michał Gramatyka, jeden z dwójki muzyków z najdłuższym stażem w zespole. Z tematyką tą dobrze koresponduje również nagrany przez Perły cover. Mowa tu o piosence „Groenland” z repertuaru zespołu Krewni i Znajomi Królika. Wprawdzie melodia „Off to Sea Once More” pochodzi z anglosaskiego kręgu kulturowego, jednak poetycki tekst Jarka Zajączkowskiego opowiada o Grenlandii, więc zdecydowanie jest to obecnie utwór w klimacie nordyckim.

Zmieniając nieco temat, warto rzucić okiem na tradycyjne anglosaskie szanty i pieśni morza, bo od takich Perły i Łotry również nie stronią, choć faktem jest, że często ich aranżacje, w pełni wykorzystujące silne męskie głosy, różnią się od prostych żeglarskich śpiewów. Tak jest choćby w przypadku szanty „Donkey Riding”. Sama struktura utworu pozostała bez zmian, ale wykorzystano siłę perłowych głosów do stworzenia wersji żywej, pełnej emocji i porywającej do wspólnego śpiewania. Słynny z powodu tik tokowego zamieszania wokół Nathana Evansa „Wellerman”, w wykonaniu Pereł jest pieśnią równie mocno zaśpiewaną, co wspomniana powyżej szanta. Okraszono go jednak ciekawym instrumentarium, za które w dużej mierze odpowiedzialni są goście: grająca na kościach Anniki Mikołajko i wtórujący jej na (znów!) skandynawskiej nyckelharpie Zbyszek Murawski z grupy Zejman i Garkumpel. W tradycyjnym szantowym tonie utrzymana jest również pieśń „Wrak”, polska wersja utworu „Reise a Wreck” brytyjskiej grupy Skinny Lister. Oryginał to piosenka na wskroś folk-rockowa, Perły zaś wykonują ją a cappella.

„Old Hannah” to powrót do fascynacji muzyką gospel & spirituals. W czasie gdy w zespole występował Adam Saczka, grupa miała więcej takich utworów, z których z czasem powstała płyta „Missa” (2006). Nic więc dziwnego, że to właśnie jego Perły zaprosiły do studia, by zaśpiewał ten utwór. Jest on też autorem aranżacji, z resztą nie tylko tej jednej. Aranżował on przed laty część materiału „wikińskiego”, a na nowej płycie jego ślady usłyszymy również w innej religijnej pieśni, zatytułowanej „Czas”, w której pojawia się również gość z innego muzycznego świata, beat-boxer Domix. Adam śpiewał też w Perłach piękne ballady. Właśnie w takim, typowym dla niego stylu utrzymana jest piosenka „River Driver”, najbardziej znana z wykonania kanadyjskiej grupy Great Big Sea. Jak muzycy Pereł sami piszą we wkładce do płyty, ich wersja ma w sobie coś z jazzu. Religijne elementy pobrzmiewają też w tekście „Dał ci życie Pan”. Tyle tylko, że jest to współczesny utwór, napisany dla Pereł przez Martę Śliwę, wykonany z towarzyszeniem Wojciecha Paluszkiewicza, kolejnego dawnego muzyka Pereł. Aranżację ponownie stworzył Adam Saczka, a Michał Gramatyka dorzucił swoje 3 grosze do tekstu. Dziś ten utwór to również jeden z koncertowych pewniaków zespołu.

Ciekawostką jest też cudem odnaleziona, niezarejestrowana nigdy wcześniej piosenka „Cape Horn”, napisana przez jednego z założycieli zespołu (wówczas jeszcze Perły i Łotry Szanghaju), Marka Razowskiego. Jej autor został zaproszony do wykonania tego utworu i tak powstała piosenka stylizowana na szantę, z jednej strony charakterystyczna dla sceny żeglarskiej lat 90., z drugiej zaś wykonana we współczesnej, bardziej rozbudowanej wokalnie stylistyce. Ciekawe ile jeszcze takich odkryć czeka gdzieś w archiwach miłośników morskich pieśni?

Wspomniany już wcześniej Paweł Jędrzejko powraca jako autor przekładu pieśni „Cape Breton Lullaby”, autorstwa kanadyjskiego barda Kennetha Leslie. Tym razem efektem jest tekst w języku polskim, który Perły wykonują na przemian z oryginałem. Trzecie spotkanie z tym gentlemanem, to okolicznościowe nagranie piosenki „Few Days”, znanej z wykonania Ryczących Dwudziestek. Do tej wersji kilku znanych wykonawców z kręgu piosenki żeglarskiej dopisało swoje fragmenty do oryginalnego tekstu Andrzeja Mendygrała, i wykonało je z Perłami. Piosenka ta ma za zadanie wspierać Andrzeja Grzelę, popularnego „Qnię”, w walce o odzyskanie zdrowia po udarze. W nagraniu wziął również udział Wojciech Dudziński z Dwudziestek. Oprócz niego i Pawła Jędrzejki, w utworze gościnnie pojawiają się Krzystof Jurkiewicz (z Formacji) i Arkadiusz Wąsik (ze Stonehenge). Podobnie jak większość tego przedsięwzięcia, tak i „Few Days” w wersji All Hands, to świetny przykład na nową jakość opartą o stary i lubiany przebój.

„Distant Shores” to płyta, którą będziemy zapewne przez lata odsłuchiwać z coraz to nowymi uwagami wobec utworów. Bogactwo form – zarówno stylistycznych jak i wokalno-instrumentalnych – pozwala przy każdym kolejnym odsłuchaniu zwrócić uwagę na jakiś kolejny drobny szczegół. Dzięki eklektyzmowi, o którym wspomniałem na początku, płyta właściwie nie ma prawa się znudzić. Można jej słuchać w całości lub na wyrywki. Pewnie nie wszystkie utwory trafią każdemu do serca, jednak każdemu warto dać szansę. Nawet te z pozoru najprostsze, okażą się wówczas studnią ciekawych obserwacji i odniesień.

Dobrze byłoby, gdyby na kolejną płytę Pereł nie trzeba było czekać ponad 10 lat. Wówczas mógłby to być regularny, przemyślany i przede wszystkim spójny album. Tak, jak miało to miejsce w przypadku niedocenianej płyty „Na wygnaniu”.

Autor: Rafał Chojnacki

Utwory: 1. Ronja’s Lullaby 2. My Mother Told Me 3. Donkey Riding 4. Cape Horn 5. Wellerman 6. Wrak 7. Villeman Og Manchild 8. Old Hannah 9. River Driver 10. Groenland 11. Czas. 12. Each Must Die Someday 13. Cape Breton Lullaby 14. Few Days 15. Życie dał Ci Pan 16. My Mother Told Me (2ContexX trance remix).
Wyd. Soliton 2022

Previous

Roman Tkaczyk „Wielkie podróże”

Next

Grupa Na Swoim „Wpół do pierwszej”

2 Comments

  1. agaka

    Chyba „nieocenionej”. 😉

    • Rafał Chojnacki

      Zdecydowanie jest to płyta, która zasługiwałaby na większy rozgłos, ale okoliczności jej powstania jednak jej zaszkodziły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén