Słuchając najnowszej płyty szwedzkiego sekstetu Sir Reg nietrudno dojść do wniosku, że amerykańska odmiana celtyckiego punka na dobre zadomowiła się w Europie. Zespoły ze Stanów, które kiedyś inspirowały się The Pogues, podkręcając nieco mocniej na swoich marshalach gitary elektryczne, dziś same stały się źródłem inspiracji dla kapel ze starego kontynentu.
W Szwecji właściwie nie istnieje żadna silna i zintegrowana scena muzyki celtyckiej, tak jak ma to miejsce np. w Niemczech. A jednak ludzie lubią sobie posłuchać takiego grania przy piwku. Czasem zdarza się, że jakaś kapela wyrasta nieco z takiej lokalnej popularności i wyrusza ze swoim graniem w świat. Tak jest właśnie z Sir Reg.
„21st Century Loser” to ich trzeci album, ale wiele wskazuje na to, że po dwóch poprzednich, które rozeszły się głównie wśród koneserów celtyckiego punka, na tą płytę połasi się znacznie większe grono słuchaczy. Znajdą tu dla siebie coś ciekawego zarówno miłośnicy radosnego pogo, których wśród sympatyków takiego grania na pewno nie brakuje, jak i sympatycy fajnych folkowych ballad. Dla tych ostatnich przygotowano takie utwory jak „At the End of the World”, „Walking into Doors” czy „City of Tragedy”.
Największym zaskoczeniem na płycie są wpływy britpopu („Walking into Doors”), niemieckiego pop-punka spod znaku Die Toten Hosen („21st Century Loser”) czy też wreszcie irlandzkiego rocka naznaczonego delikatnym piętnem The Cranberries („City of Tragedy”). Pokazuje to, że inspiracje nie muszą się koncentrować na folkowych klasykach. Dzięki temu „21st Century Loser” okazuje się albumem znacznie bardziej dojrzałym, niż można się było tego spodziewać.
Do najciekawszych piosenek należą bez wątpienia „Raise Your Hand”, „Banquet for Dreamers”, „City of Tragedy” i „All That Remains”.

Rafał Chojnacki