Słowacka wokalistka Zuzana Mojžišová znana była wcześniej ze współpracy z folk-rockową grupą Jej Družina (obecnie Družina). Później gościnnie pojawiała się na scenie m.in. z Cechomorem. Teraz kontynuuje swoją pracę na własny rachunek.
Wesoły folk-rockowy utwór „Piurko” to świetny pomysł na rozpoczęcie płyty. Jest lekki, beskidzki i bardzo sympatyczny. Rozkołysana piosenka „Mlynare” i ballada „Vienok” kontynuują dobrą passę.
W świetną rytmikę „Duchny” wchodzą nagle góralskie, acz orkiestrowo aranżowane smyki, to świetny początek utworu. Dalej jest tylko lepiej, bo dochodzą jeszcze natchnione wokalizy i śpiew Zyzany. Z kolei „Šuchon” zaczyna się prawie tradycyjnie. Później jednak okazuje się fajnie bujającą balladką pop-folkową.
„Ulijana” to początkowo mocny zaśpiew z towarzyszeniem akordeonu. Pojawiają się też dudki, a później całość dryfuje w kierunku kolejnej, tym razem bardziej jazzowej ballady.
W „Muriena” mamy funkujący bas i fajną ludową piosenkę. To często spotykany schemat wśród grup folk-rockowych na Zachodzie, sprawdza się jak widać również przy muzyce słowiańskiej.
Natchniony, lekko mistyczny klimat pojawia się nam w utworze „Nebraňte”. Nieco tam udziwniono, ale za to jest bardzo ciekawie. „Vjej vjetríčku”, to kolejna góralska ballada. Bardzo ładna i ślicznie zaśpiewana.
W „Vínečko” jest coś z rytuału. Może to przez te afrykańskie bębny i konkretną, selektywną sekcję. Również dudy zmierzają w tym samym kierunku. A przecież utwór jest o czymś tak trywialnym, jak piwo.
„Haji beli” to piosenka zwiewna, łagodna i pełna przestrzeni. Jeszcze tylko instrumentalny bonus i płyta się kończy. Szkoda, że tak szybko.
Od razu rzuca się w uszy dobra produkcja płyty. A przy okazji Zuzanie udaje się na tym albumie coś, czego nie dokonał ani zespół Brathanki, ani Hania Chowaniec-Rybka, ani nikt z naszej strony granicy. Umiejętnie łączy pop i rock z góralskim folkiem. Nie ma tu obciachu, ale też nie jest to pretensjonalny i płytki produkt. Z innych polskich grup chyba tylko Maidensom udała się jak dotąd ta sztuka.

Taclem