Miesiąc: Lipiec 2011

PropaBanda

Cygańskie klimaty i słowiańska dusza spotykają się w jednym muzycznym projekcie. PropaBanda, to zespół, który przywołuje na swoich koncertach klimat kojarzący się z filmami Emila Kusturicy.
W muzyce PropaBandy spotykają się elementy polskie, słowackie, węgierskie, rumuńskie, ukraińskie i wiele innych.

Skład zespołu:
Justyna Jary – taniec, wokal
Marcin Maroszek – akordeon, wokal
Bartek „Mateusz” Pydynkowski – gitara, wokal
Łukasz Owczynnikow – bas, wokal
Paweł „Melon” Maruszak – perkusje
Oliwier Andruszczenko – klarnet, sax, iłi, wokal

Stockhlom Lisboa Project „Sol”

Utwór rozpoczyna się bardzo ładną, stylizowaną na szwedzką melodię ludową, kompozycją „Sol de Janeiro”. Jest w jej brzmieniu jednak co, co sprawia, że jest ona nieco miększa, mniej wyrazista, niż mają to zwykle w zwyczaju szwedzkie melodie. Po chwili, po kilku wirtuozerskich łamańcach skrzypiec zmienia się tempo tańca. To melodia „Ombyggnan”. Wciąż jednak pozostajemy w Skandynawii.
Zmiana klimatu pojawia się w „Mentiras”. Trafiamy na chwilę na portugalskie wybrzeże, by zaraz powrócić do Szwecji w wiązance dwóch polsk: „Polska efter Pĺl Karl/Gärdespolska”. Taka mieszanka stylów panuje na całej płycie.
Raz grane są melodie szwedzkie, w większości tradycyjne, przeplatane czasem z melodiami pisanymi przez członków zespołu. Za chwilę do muzyków dołącza Liana, śpiewając zarówno tradycyjne, jak i współczesne piosenki portugalskie. Największe zdziwienie powoduje jednak nie tyle fakt, że grają to ci sami muzycy, a spójność, jaką udało im się osiągnąć na tym albumie.
Słychać to najbardziej w piosenkach, w których do fado dodano instrumentalne melodie napisane w duchu szwedzkiego folku. Mieszanka ta jest tyleż wybuchowa, co i szalenie udana.
Kwintesencją stylu zespołu jest finałowa kompozycja „Antonios vals”, napisana przez portugalską wokalistkę i szwedzkiego instrumentalistę z okazji narodzin dziecka ich przyjaciół ze szwedzko-portugalskiego związku.
Stockholm Lisboa Project zadomowił się już na skandynawskiej scenie folkowej, podoba się również w Europie. Bardzo słusznie. To rewelacyjny pomysł na połączenie ognia z wodą.

Rafał Chojnacki

Kormorán „Magyar kettős”

Wegierscy folk-rockowcy z Kormorán trzymają się świetnie, mimo że w tym roku zespołowi stuknęło 35 lat. Spiritus movens tej grupy, Gergely Koltay, jest autorem lub współautorem 14 spośród 15 zawartych na tej płycie utworów. Wyjątkiem jest instrumentalna kompozycja „Kormoránok tánca”, którą napisał István Szűts.
Ognia zespołowi dodają nie tylko galopujące gitary, które ciągną brzmienie w kierunku progresywnego folk-rocka, ale również wokal Nóry Fehér, dziewczyny która jest sporo młodsza niż zespół, w którym śpiewa. Jej duety wokalne z Imre Vadkertim świetnie wpasowują się w brzmienie zespołu.
Przez wzgląd na to że wszystkie utwory, mimo ze autorskie, przesycone są bałkańskim (głownie węgierskim, ale nie tylko) folkiem, polskiemu słuchaczowi tego rodzaju muzyka musi się od razu skojarzyć z naszymi rodzimymi Brathankami. Jednak tam gdzie nasi muzycy skręcali od rocka w kierunku popu okraszonego folkiem, Węgrowie podkręcają gitary jeszcze ostrzej i momentami oscylują na pograniczu progresywnego folk metalu.

Rafał Chojnacki

Laura Powers „Legend of the Goddess”

Połączenie nurtów new age z muzyką celtycką i przekazem nawiązującym do czasów pogańskich, to wizytówka ludzi interesujących się dawnymi wierzeniami, a nawet próbujących odtwarzać rytuały druidów. Na stronach poświęconych tego typu grupom możemy znaleźć rozmaite artykuły i akcesoria, a także sporo informacji o wykonawcach zajmujących się tego typu graniem. Wiele z tych stron informuje nas również o twórczości Laury Powers.
Musze przyznać, że o ile często tego typu produkcje są amatorskim graniem, zrealizowanym przy pomocy gitary, flecika i dziecięcego Casio, o tyle czasem można natrafić na perełki. Album „Legend of the Goddess” jest taką perełką.
Niby jest gitara, instrumenty klawiszowe, a nawet flety, ale wszystko to zagrane jest z niesamowitym wyczuciem. Do tego dochodzi piękny głos Laury. Poza tym pojawiają się również inne instrumenty, włącznie z perkusja, która niektórym utworom nadaje klimat akceptowalny przez rozgłośnie radiowe. Piosenka „Circle of Stone” świetnie poradziłaby sobie jako radiowy singiel.
Album może się spodobać miłośnikom Loreeny McKennitt lub Enyi, jest jednak nieco bardziej przystępny dla zwykłego słuchacza.

Rafał Chojnacki

Cisza Jak Ta „Nasze Światy”

Od pierwszego utworu słychać, że zespół nie spoczywa na laurach i szuka nowych form ekspresji. W otwierającym płytę „Byle nie o miłości” (z tekstem Agnieszki Osieckiej) mamy świetne, choć delikatne partie klarnetu, korespondujące świetnie z folkującymi fletami. Kompozycją pasującą do brzmienia zespołu, choć trzeba przyznać, że kiedy klarnet odzywa się, swoim niskim, nieco niepokojącym brzmieniem, nadaje muzyce Ciszy niedostępnego dotąd wymiaru.
W piosenkach takich jak „Nie obiecuję Ci wiele” czy „Pożegnalny wieczór” grupie towarzyszy lekko grająca perkusja, nadająca kompozycjom folk-rockowego charakteru. Trzeba jednak przyznać że najlepiej brzmi to w drugim z wymienionych utworów.
Wciąż jeszcze są tu jednak piękne liryczne ballady, takie jak „Nasze zielone światy”, z folkowymi wstawkami podbitymi rozbujaną rytmicznie gitarą.
„Morze wracające” (z wierszem K. K. Baczyńskiego), za sprawą brzmień fletu, zbliża się muzycznie do Starego Dobrego Małżeństwa z okresu płyty „Niebieska tancbuda”. Czy to źle? Z jednej strony nie – na tamtym albumie zagrał przecież fenomenalny flecista Stefan Błaszczyński, tu Aleksandra Frąckowiak zbliża się do jego stylistyki. Z drugiej jednak strony naśladowanie znanych grup, nawet jeśli nieświadome, w przypadku tak doświadczonej scenicznie i płytowo kapeli, z jaką mamy do czynienia w przypadku tej płyty, raczej nie powinno mieć miejsca.
Zespół Cisza Jak Ta zadomowił się już ze swoimi poprzednimi płytami w moim odtwarzaczu na tyle, że mogę powiedzieć, że wiem czego się po nich spodziewać. Jakież było moje zaskoczenie, gdy w solowych frazach zagrał klarnet, brzmiący nawet nieco z klezmerska. Instrument ten pojawia się w kilku kompozycjach za sprawą Huberta Liczbańskiego, nowego nabytku zespołu.

Rafał Chojnacki

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén